Izrael wakacje lata 60 te

Babka, mimo znacznej odległości, starała się zachować związki w naszej rodzinie. Chciała abym poznał i jakoś się zżył z tymi którzy wyemigrowali. Ponieważ LOT wtedy jeszcze nie latał do Izraela, nie można było kupić biletu za złotówki. Moi rodzice kupowali przelot do Aten, a następny odcinek finansowała babcia. 

Potrzebne były jeszcze zaproszenie, paszport i wiza. W pierwszej połowie lat sześćdziesiątych byłem w Izraelu dwa razy. Za drugim razem, po kilku tygodniach dotarła moja matka. Samolotem przyleciała do Aten, a dalej promem. ( taniej !).

Mieliśmy po kilkanaście lat. Z Lilką, moja 9 letnią kuzynką i z jej ojcem, jechaliśmy z Tel Awiwu samochodem, nowym nabytkiem wuja Igora, do portu w Hajfie po moją mamę bo miała przepłynąć prom..

Po drodze awaria. Urwał się pasek klinowy w samochodzie. No i ja z Lilką, pojechaliśmy stopem do Hajfy po moją matkę. Igor został na autostradzie czekając na pomoc drogową....

Oczywiście wszyscy pogubiliśmy się... Okrt z matką przycumpował, Igor dojechał, a potem poszukiwano, nas. No bo wymyśliliśmy jak sobie skrócić drogę w Hajfie do portu... 

 

 

link do galerii →

 

Berta Sandauer, Safed Izrael lata 60 te

moja babka Berta Sandauer,
Safed Izrael

pl Diezengoffa ok. 1960 Tel Aviv

pl. Diezengoffa Tel Aviv ok 1960 r

Wujowie mieszkali w sporym mieszkaniu w centrum Tel Awiwu przy ul. Ruth 6. obok pl. Dizengoffa, potem kupili większe, ze 200 m w Holonie

Poza babką, ciotką, wujem, ich dziećmi, byli jeszcze, bracia babki wraz ze swiomi rodzinami. Babka miała trzech braci. Poznałem dwóch z nich Byli to Mordechaj - adwokat i Icchak stomatolog. On, wraz z rodziną mieszkał w kibucu.
Przybyli na Bliski Wschód w latach dwudziestych. Należeli do pokolenia tych pionierów - syjonistów, którzy zaczynali od budowania dróg na pustyni .... Potem kończyli studia.

Mąż babki, a wraz z nim i ona, jako działacze PPS, chcieli się asymilować i pozostać w Polsce. Gdy jej męża, a mojego dziadka, zamordowali Niemcy, po wojnie nastąpiła zmiana. Babka zdecydowała się z córką na wyjazd do Izreala. Siostra ojca, Irena ( ciotka Dziunia ), skończyła medycynę, była radiologiem i po latach na stałe pracowała w szpitalu Belinzon. Jej mąż Igor nauczycielem.

 

Wtedy, w latach sześćdziesiątych, gdy przyleciałem do Izraela, centrum Tel Awiwu robiło na mnie wrażenie nowoczesnego przestronnego miasta. Jaffa wyglądała już znacznie gorzej... Brakowało jednak powszechnej w Warszawie miejskiej instalacji gazowej. Każde mieszkanie miało własne butle...

Co było charakterystyczne, a dziś to zdumiewa, to miejsca zabaw, huśtawki, piaskownice i zjeżdżalnie dla dzieci, na tarasach i na dachach wielu domów... Oczywiście tarasy były zabezpieczone, miały balustrady, siatki... Obecnie, ze względów bezpieczeństwa, pewno nikt nigdzie by sobie na coś takiego nie pozwolił.

Nie znałem hebrajskiego, w tamtych czasach w Izraelu wobec znacznej liczby emigrantów z Polski, nie był to wielki problem. Polski był językiem nr. 2. Po polsku można było się porozumieć. Była polska księgarnia w Tel Awiwie ukazywał się tygodnik Kurier - Nowiny. Były kawiarnie, gdzie spotykała się polonia... No i bank PKO dla wysyłania pieniędzy do Polski.  Cześć seniorów, jak choćby moja babka, nie miało ochoty uczyć się hebrajskiego, więc na codzień mówili albo po polsku, lub w jidysz.

Ja natomiast, po wakacjach, wracając do Warszawy, jakiś czas pięknie żydłaczyłem, tak przynajmniej wtedy twierdzili moi znajomi...



 

link do galerii →

na dachu miejsce zabaw

miejsce zabaw dla dzieci,
na dachu budynku

Irena i Lili Glanz wraz z Erną Rosenstein,  zalesiony teren w Izraelu, lata 60 te

Irena i Lili Glanz wraz z Erną Rosenstein,
zalesiony obszar w Izraelu 

Tęsknota za wywiezionymi z Europy zwyczajami, powodowała tworzenie w Izraelu zalesianych obszarów i wyjazdy w wolne dni do takich miejsc, na piknik ..

Zamieszczone tu zdjęcia, były robione radzieckim aparatem Cmiena i nie są najlepsze... ale są świadectwem tamtych czasów, a lepszych nie posiadam. 

Lepsze zdjęcia z Izraela robiłem przy moich późniejszych wizytach.

Moi kuzyni których wtedy poznałem to:

Lilka była w moim wieku, a Avi kilka lat młodszy. Byłem gościem ich rodziców Dziuni i Igora i mojej babk która wraz z nimi mieszkała...

Lili jest neurochemikiem i wykłada na Uniewrsytecie Medycznym w Jerozolimie. Avi jest wspólwłaścicielem nietypowej fabryki- laboratorium, wytwarzającejącego na zlecenie wielkich firm, przedprodukcyjne, krótkie serie prototypów elektroniki. Zazwyczaj dla badań testowych...

 

Dorit, córka Icchaka, kuzynka ojca, mimo iż o rok ode mnie młodsza, tak naprawdę jest moją ciotką...  Urodziła się i wychowywała w kibucu Merhavia. Gdy pierwszy raz  byłem w Izraelu miała 9, a ja 10 lat. W domu rodziców pojawiała się tylko w wolne dni... a mieszkała wraz z innymi dziećmi. Zbierała lalki w regionalnych strojach, więc z Polski wysłałem jej krakowiaka. Nie wiem czy go otrzymała. Po śmierci mojej babki, a potem jej brata, ojca Dorit, kontakt urwał się na wiele lat...

Wybiegając do przodu, wiele lat później, ponownie nawiązaliśmy kontakt, a zaczęło się od poznania jej męża, Yarona Giershovskiego, dyrektora muzycznego zespołu Manhattan Transfer ..... 

W skrócie: Dorit spotkałem dopiero po kilkudziesięciu latach w Białymstoku, gdy do Polski przyjechała wraz z mężem na koncerty. Kibuc opuściła, zaraz po wojsku... Wraz z Yaronem mieszkają w Nowym Yorku...

Dorit Giershovsky i Adam Sandauer
Kibutz Merhavia Izrael

Po latach, pytałem ją co sądzi o kibucach. Jej opinia była diametralnie różna, od powszechnych zachwytów nad tym połączeniem syjonizmu z socjalizmem.... 

Wobec braku chłopstwa wśród Żydów, część pokolenia jej rodziców zdecydowała, iż dobrowolnie będą tworzyć komuny rolne.... podjęli jednak decyzje nie tylko na własne konto, lecz także za dzieci, utrudniając im start życiowy we wszelkich zawodach nie związanych z rolnictwem... A Dorit chciała być muzykiem... Taka egoistka !

Jest jeszcze Edna, wnuczka Mordechaja- drugiego brata babki, ale ją poznałem znacznie później... 

Mimo obowiązywania zakazu odwiedzania Polski tym, którzy wcześniej wyemigrowali, w połowie lat 60 tych, prawie udało się doprowadzić do wizyty babki u nas. Byłoby to ukoronowaniem długich starań ojca i babki. Do tej wizyty jednak nie doszło, bo uniemożliwiła ją najpierw wojna 6 dniowa, a potem wydarzenia marca 68 r....
Związana jest z tym jest tragikomiczna historia telegramu precyzującego datę przylotu babki, przylotu który nie został zrealizowany. Telegram, wobec zbliżającej się wojny 6 dniowej, szedł do nas około 10 lat i dotarł już po śmierci nadawcy... 

Więcej i dokładniej na kopi z FB